Nawigacja: wszystkie notki ostatnie 20 ostatni miesiąc 

2009.01.05 11:07:07 link

No i mamy Nowy Rok, po urlopie pozostało już tylko wspomnienia. W sumie już mi się trochę nudziło w domu, wypadłem z rytmu pracy i czułem się jakoś nieswojo. Przez te wolne dni oczywiście nie zrobiłem tego wszystkiego co miałem w planach ale przecież można się było tego spodziewać.

Tak sobie myślę jaki będzie ten Nowy 2009 Rok. Miniony rok był pełen nowych wrażeń, wspólne mieszkanie z żonką, drugi ślub, wesele, trzymiesięczny pobyt w Germanii, nowe obowiązki w pracy. Myślę, że jeśli chodzi o sprawy domowo-małżeńskie to ten rok będzie spokojniejszy, w pracy spodziewam się natomiast jakiejś małej rewolucji. Coś mi się wydaje, że powoli po prawie czterech latach spędzonych w Generalnych Motorach, przyszedł czas na zmianę. Lubię swoją prace, lubię to co robię, tylko tak jakoś strona socjalna mnie irytuje, no i procedury zanim być coraz prostsze, to są coraz bardziej skomplikowane i zawiłe. Zastanawiam się czy management tworzy taki popaprane rzeczy by zniechęcić jak największą grupę pracowników? Bo przecież na pewno te procedury nie są tworzone aby cokolwiek uprościć czy ułatwić.

W pracy dziś zimo, siedzę w bluzie i w szaliku i raczej ciężko wytrzymać. Kaloryfery ciepłe, ale jak nikt nie ogrzewał pomieszczeń przez ostatnie 2 tygodnie to ciężko je zagrzać ponownie do rozsądnej temperatury w przeciągu paru godzin.

Zastanawiam się nad planami na 2009 rok. Chciałbym zacząć uprawiać w końcu jakiś sport, życie dom > praca > dom > praca jakoś mi nie odpowiada. Brakuje mi sportu, ruchu, dlatego też myślę nad rozpoczęciem zabawy ASG na wiosnę.




2008.12.23 23:38:24 link

I nastały święta. Po całyrm roku pracy mam dwa tygodnie urlopu. Oczywiście nie jest to teraz czas na odpoczynek, żonka chodzi do pracy więc ja korzystając z dni wolnych zająłem się przygotowaniami do świąt. W tym roku tak jak i w poprzednim będą dwie wigilie, ale w odwrotnej konfiguracji. Prezenty kupione, mentalnie jestem przygotowany tylko po ostatniej wizycie u dentysty strasznie buzia mnie boli i jak na złość nic nie pomaga :(

Za prawie tydzień sylwester, zastanawiam się powoli jaki będzie nowy rok. Czy to będzie mój ostatni rok w generalnych motorach? Prezydent Bush postanowił co prawda wesprzeć przemysł motoryzacyjny pytanie tylko na jak długo tej kasy wystarczy. Wiem, że rok 2009 będzie na pewno cięższy niż ten obecnie mijający. Na pewno będzie więcej roboty, a łatwiej nie będzie.

Żonka mi dziś przypomniała, że minął rok odkąd razem zamieszkaliśmy. Ależ ten czas leci.

Chodząc ostatnimi dniami po sklepach obserwowałem ludzi. Jedni wzbudzali we mnie zainteresowani, inni obojętność, a jeszcze inni pogardę. Lubię obserwować ludzi, a w hipermarketach jest ku temu okazja. Najbardziej moją uwagę przyciągają ludzie starsi, bo niektórych widać, że są biedni i zmęczeni życiem. Jakoś zawsze daje mi to do myślenia…


... Wesołych Świąt czytelniku.




2008.12.10 23:16:45 link

Dwa tygodnie do świąt, jeszcze tylko kilka dni w pracy. Nie licząc wyjazdów służbowych to prawdę mówiąc pozostało mi do spędzenia w biurze tylko 4 dni. Począwszy od początku 52-ego tygodnia udaję się na zasłużony urlop i mam zamiar powrócić do pracy dopiero 5-tego stycznia co oczywiście niezmiernie mnie cieszy :)

W pracy trochę młyn, pewni dostawcy myślą że z racji świąt będę miły i co za tym idzie będę wykonywał czyjąś pracę. Takiego wała moi Państwo, zła sytuacja generalnych motorów nie jest powodem bym wykonywał osobiście rzeczy które należą do obowiązków dostawców. Mam postanowienie, że od jutra na głupie pytania dostawców w stylu „a kto za to zapłaci?” będę odpowiadał retorycznie w stylu: „a kto zapłaci za zatrzymanie linii produkcyjnej z powodu dostarczenia części nie zatwierdzonych?”. Jutro zapowiada się rozmowa z szefem na temat oceny półrocznej, ciekawe co usłyszę i jaka będzie ocena...
Dziś lekko podirytowałem się na telekonferencji podsumowywującej dokonania naszej organizacji i dowiedziałem się, że tak dobrze jak jest teraz to jeszcze nigdy nie było. Najlepsze hasło jakie pojawiło się podczas pokazu prezentacji to było „keep momentum”, a na to kolega S. od razu nawiązał do podtekstów erotycznych i przedłużania orgazmu ;) Dobrze, że przynajmniej mam częściowo fajną ekipę w pracy :)

Z dialogów z kolegą S.
Ja: dobrze, że już koniec pracy, ale wnerwia mnie, że jak przychodzę do roboty to ciemno, wracam do domu to też ciemno.
S: mnie to cieszy, jestem w końcu człowiek nietoperz.
Ja: człowiek nietoperz?
S: no tak, nietoperz bo ksywka Batman jest już wykorzystana.
Ja: ale o co kaman?
S: jestem swawolny i aktywny zwłaszcza nocą

Ostatnio sporo czasu w pracy zajmuje ekipie zaliczanie poszczególnych szczebli naszej piramidy szkoleniowej (tak tak zapewniam, że mi też piramida kojarzy się z Amway’em i innymi MLM’ami). Mamy 4 poziomy im wyższy tym pytania trudniejsze. Z racji tego, że kolega S. siedzi koło mnie to mamy ubaw po pachy. Ja wszystkie szczeble piramidy zaliczyłem już wcześniej więc mam spokój ale kolega S. walczy ostro. Ja mu podpowiadam w miarę możliwości. Mobilizuję kolegę S. do zaliczania kolejnych poziomów (każdy poziom składa się z kilku testów). Znowu dialog:

Ja: zaliczaj tutaj ten test, tam tylko 5 pytań (normalnie jest 10 pytań, trzeba mięć 70% by zaliczyć), szybko przejdziesz.
S: ok.

Po chwili okazuje się, że ja miałem całkiem inna pytania (niektóre się powtarzają)

S: co za pojebane pytania
J: no sorki S. ja miałem inne
S: to przynajmniej miałeś fuksa, mnie tu pytają o niejakiego Rolanda A. Fishera, a skąd ja mam wiedzieć kto to jest i co wymyślił. Roland A. Fisher (czyt. Rolandafiszer) kojarzy mi się z wschodzącą gwiazdą europejskiego kina porno. Roland A. Fisher dla znajomych zwany elefantem ;)

Inny dialog:

Ja: S. nie poddawaj się walcz
S: te pytania są dla idiotów niczym test: „Jak nazywał się średniowieczny wojownik? Pigmej, mintaj czy samuraj? :)

Ale dość już o pracy, muszę pomyśleć o prezentach gwiazdkowych i oczywiście jakoś nie mam na to czasu ale od 22-ego grudnia mam urlopik więc pewnie wtedy znajdę czas na zakupy. Ostatnio mam sporo różnych pomysłów ale za cholerę nie umiem znaleźć czasu na ich wykonanie, padaka źle się z tym czuje.

Z pozytywnych aspektów życiowych: dostałem gratis słuchawki Denon’a.
Z negatywnych aspektów życiowych: za mało zarabiam...




2008.12.02 23:16:22 link

Nastał grudzień, trochę dziwny przyznam w tym roku bo specjaliści od planowania tam u góry zapomnieli zamówić śnieg, więc śniegu nie ma.
W branży automotive nadal niepewność, w związku z czym humor nadal jakiś taki średnio dopisujący.
Odwiedziłem w miniony piątek Krzeszów (Dolny Śląsk). Fajna wieś, życie toczy się wokół potężnej bazyliki w centrum wsi i drugiej pod względem budowli we wsi, która to jest siedzibą firmy, którą odwiedzałem. Podróż była ciekawa, w tamtą stronę było w miarę OK., ale powrót koszmarny, za Wrocławiem na autostradzie zrobiło się naprawdę nieciekawie. Po powrocie do Gliwic od razu dołączyłem do znajomych w knajpce. Spotkanie było z racji pożegnania naszego kolegi, który z dniem 1 grudnia postanowił szukać szczęścia poza branżą automotive.

Nadal nie przywykłem jakoś do roli męża, mimo iż tą funkcję pełnie z dumą od prawie roku. Nadal jakoś do mnie nie trafia, że teraz z założenia moja osoba jest powodem wszelkich niepowodzeń porażek i problemów mojej szanownej małżonki :D Muszę więc z zasady przyjąć za pewne i bezdyskusyjne, że tak już będzie i koniec ;)

Plany sylwestrowe zrobione, w tym roku sylwestrowa imprezka będzie miała miejsce u znajomych, zapowiada się fajnie, zastanawiam się tylko czy się urżnąć czy nie, ale w sumie na decyzję jeszcze zostało sporo czasu ;)

W sobotę jak przypadło na przykładnego zięcia pomagałem teściowi w remoncie. Zadzwoniłem po toluka i rach ciach po ściankach kartonowo-gipsowych nie było w sypialni teściów śladu, ale przyozdobiły za to pięknie okoliczny śmietnik :)

Nadchodzący weekend zapowiada się dość ciekawie, Flesz (pies rodziców Magdy) będzie u nas na gościnnych występach. Mam nadzieję, że druga wizyta u nas w domu na weekend, będzie przeze mnie lepiej wspominana niż ta poprzednia ;)




2008.11.26 22:30:48 link

W sobotę zaliczona z żoną akcja ząb. Akcja w zasadzie zakończyła się wczoraj w Bielsku. Odwiedziliśmy profesjonalnego dentystę, która wyjął z Madzi zęba leczonego kanałowo parę lat temu, kawałek jakiegoś wiertła, które poprzednij dentysta zostawił tam Madzi na pamiątkę.

W pracy bez zmian, no może z tą różnicą, że jakoś wczoraj i dziś takie trochę urwanie głowy i walka z wiatrakami ;) Dobrze, że przynajmniej mi humor w pracy dopisuje to przynajmniej nie pozwala mi to zwariować albo załamać się kompletnie.

Z dialogów w pracy:

S: Będzie dobrze.
Ja: Dobrze to będą miały nasze dzieci, ale nie my.
S: Ja już nie będę miał dzieci.
Ja: ojjj Seba, raz dobrze strzelisz i będziesz miał.
S: wiesz to nie kwestia strzału, to kwestia decyzji by nie zakładać tłumika do spluwy ;)

S: Chodź na obiad.
Ja: Ehhh znowu dzisiaj nie pojem, nie mam apetytu, nie smakuje mi już tu żarcie.
S: No ale wrócisz do domu to żonka obiad Ci ugotuje.
Ja: Dziś nie gotuje, dziś mam catering u mamy.
S: Ty to masz dobrze, ale jakbyś powiedział że nie masz obiadu to bym Cię zaprosił do siebie na ciepłe flaczki.
Ja: Nie nie, weź przestań na ciepłego flaka mnie zapraszasz ;D Zaproś koleżanke

Koleżanka E (lekko pobrechtana): nie no chłopaki, Wy to macie metody na podryw, o metodzie na ciepłego flaka jeszcze nie słyszałam :)

I takim oto sposobem w pracy nie jest nudno.




2008.11.22 14:30:14 link

Pierwszy weekend ze śniegiem. Dziś rano wymieniłem opony, wieczorem czeka mnie jeszcze kurs do Norauto w celu wymiany żarówki H7 w przednim lewym reflektorze. Skubana postanowiła spalić się już drugi raz w tym roku. Chyba muszę sprawdzić napięcie ładowania aku, ale z drugiej strony czytałem forum i żarówki Philipsa mają to do siebie, że zbyt długiej żywotności to nie mają.

Wnerwia mnie już ta sytuacja z Generalnymi Motorami. Rysio wsiadł w swojego jeta i poleciał do Waszyngtonu prosić o 25 miliardów zielonych. Rysia kongresmeni przorali dość porządnie, bardziej niż czasami menejdżment ora nas, albo bardziej niż my oramy brzydkich dostawców. Tak czy inaczej Rysiu zamiast 25 miliardów dostał solidnie po głowie. Dziś Rysiu i zarząd ogłosili, że GM rozważa bankructwo, mimo iż z 2 miechy temu Rysiu mówił, że GM nie dopuszcza takiej możliwości. Opel zgłosił się natomiast po kase do rządu germańskiego i pojawiły się w końcu głosy, czy skoro Opel pobrał się z Generalnymi Motorami w 1929 to czemu teraz nie może być rozwodu? W sumie to chyba najlepiej byłoby gdyby rząd szwedzki przejął sobie tą wspaniałą markę jaką jest SAAB (sic!). Tak czy inaczej w pracy nie jest dobrze, takie status quo mnie irytuje...




2008.11.19 22:12:21 link

Połowa listopada, do końca roku pozostało mniej niż 1.5 miesiąca, niestety planów sylwestrowych brak. Są co prawda jakieś pomysły ale chyba jakoś takie mało przekonywujące bo jak na razie żaden pomysł nie jest realizowany. Problem chyba polega na tym, że ekipa sylwestrowa ma różne wymagania i ciężko będzie znaleźć coś co będzie pasowało wszystkim.

Za oknem już jesiennie by nie powiedzieć zimowo. Dzień coraz krótszy, to wszystko sprawia, że raczej na nic nie mam ochoty. Pogoda za oknem najbardziej zachęca mnie do siedzenia w domu. Na 100% pogoda nie napawa mnie optymizmem.

W pracy ostatnio trochę podróży służbowych. Jutro minie równo tydzień odkąd po raz ostatni byłem w biurze. Miniony piątek upłynął pod znakiem podróży do Jeleśni, a od poniedziałku do dziś byłem w Białymstoku.
Niepewna i niestabilna sytuacja GM też raczej nie sprawia bym w przyszłość patrzył przez różowe okulary. Dziś zapadła decyzja, że GMMP od stycznia będzie pracował w systemie dwu zmianowym. Jedna zmiana zostanie zlikwidowana, ale na szczęście nikt nie zostanie zwolniony. O podwyżkach na rok 2009 pewnie w ogóle nie będzie mowy ale cóż, takie czasy jak kryzys to kryzys.
Ale jest też jedna pozytywna rzecz jeśli chodzi o GM. W poniedziałek media doniosły, że Opel Insignia wygrał konkurs COTY 2009 - samochód roku 2009. O jeden punkt Insignia zwyciężyła nad Fordem Fiestą, który nota bene też jest super samochodem. Nagroda COTY 2009 dla Insigini cieszy, to daje jakieś takie poczucie, że te 3 miesiące ciężkiem pracy w DE nie poszły na marne.

Ostatni tydzień w domu też ostro zakręcony, chyba zbyt szybkie tempo, za dużo na raz. W czwartek zmiana lokalizacji akwarium z kuchni na salon, około 22:30 wszystko już było gotowe ale ja byłem totalnie wypluty. Były też i piątkowe atrakcje w postaci problemów z pralką do prania oraz instalacją centralnego głośnika kina domowego. Sobota zaczęła się dość wcześnie rano i była dość intensywna do godzin wieczornych. Wynik to wyremontowany dach w garażu, nowe buty i nowy płaszcz żony. Niedziela minęła wreszcie na zasłużonym wypoczynku. Stwierdziłem, że muszę się trochę uspokoić i wyluzować, ostatnio zbyt sporo emocji.

Żonka ciągle podenerwowana i jakaś taka nieobecna, a jak już obecna to tak na 200%, dziś usłyszałem, że miała dobry humor aż do momentu w którym wróciłem z Białegostoku. Po takim komplemencie zatkało mnie i nie wiedziałem co powiedzieć ;)




2008.11.06 23:34:56 link

Dziś będzie nietypowy wpis poświęcony pieskom do pupy. Tak tak, to nie pomyłka. Zabawna sytuacja miała miejsce w dniu wczorajszym w Tesco. Otóż małżonka wyciągnęła mnie na zakupy, bo coś tam było trzeba do domu kupić. Gdy byliśmy na dziale artykułów chemicznych do domu (proszki, detergenty, papiery toaletowe, ręczniki papierowe, itp.) żonka powiedziała, że potrzebny nam jest papier toaletowy. Sięgnąłem więc bez chwili zastanowienia po sraj taśmę którą regularnie kupujemy. Znaczy się 4 rolki białego papieru, miękkie takie ekstra wydajne, tzn. 4 rolki papieru w opakowaniu zastępują 8 zwykłych rolek, czy coś w ten deseń. Tak czy inaczej żona zakomunikowała, że obecny papier toaletowy się jej już znudził. Tu mnie trochę zatkało, bo nie rozumiem jak sraj taśma może się znudzić, przecież do tylko papier toaletowy. No ale żonka nalegała, że trzeba zmienić papier toaletowy. Nie wiem w dalszym ciągu czy z obecnym było coś nie tak bo przecież to żonka ostatnio zdecydowała prawie rok temu, że nie będziemy kupować już szarego papieru toaletowego w Lidlu, tylko będziemy kupować taki bardziej wydajne. Tak czy inaczej żona zachwyciła się papierem toaletowym z pieskami, tak więc teraz podcieram sobie psem dupę. Rozumiem podcierać się kaczką, tudzież kaczorem ale psem… ehhh…

Wyzdrowiało się już nam. W niedzielę pojechaliśmy odwiedzić grób dziadka do Bielska-Białej, potem jeszcze tylko krótka wizyta na cmentarzu w Gliwicach. Resztę cmentarzy odwiedziliśmy w poniedziałek. Fajnie, że pogoda dopisała, było pogodnie i ciepło. Nienawidzę jak 1.XI leje, wtedy na cmentarzach jest pełno błota, bleeech….
Ostatnia część odwiedzin grobów czeka nas w ten weekend.

W pracy trochę młyn, nie nudzę się, jest sporo rzeczy do zrobienia. Mam nadzieję, że jutro już nie będzie takiej nerwowej atmosfery jak dziś. Ale piątkowy wieczór zapowiada się fajnie ;)




2008.11.01 23:24:15 link

Zastanawiam się czy kiedyś za jakiś czas medycyna dojdzie do takiego poziomu, że człowiek będzie w stanie pójść do apteki i poprosić na przykład o pastylki na cierpliwość?

Choroby ciąg dalszy, już mam dość...




2008.10.31 19:48:57 link

W pracy w tym tygodniu jakiś taki spokój. Generalne Motory zatrzymały produkcję w prawie wszystkich swoich zakładach w Europie, a co za tym idzie w ogóle nie ma żadnych kłopotów ani reklamacji. Obecny okres przypomina mi trochę letni shutdown, pozytywną rzeczą jest oczywiście niższa temperatura w biurze. Na ten tydzień miałem zaplanowany wyjazd do Białegostoku, ale plany się zmieniły i wyjazd został przesunięty na połowę listopada. Nawet mi to pasuję bo jakieś przeziębienie mnie niestety dopadło. Niestety zachorowała też i małżonka i teraz oboje leżymy w wyrku. Jutro chyba będziemy siedzieć w domu i nie wybierzemy się na groby.

Miniony weekend minął dość szybko. Piątek spędzony na małej integracji ze znajomymi z pracy, było piwko, było jedzonko i był fajny klimat. Sobota upłynęła pod znakiem zakupu kina domowego i jego późniejszej instalacji. Efekt kina domowego jest super, brakuje mi jeszcze tylko głośnika centralnego, który mam nadzieję, że będzie do odbioru już wkrótce. Magda obawia się czy nasze kino domowe polubią nasi sąsiedzi, niestety dla Magdy mnie nasi sąsiedzi średnio obchodzą. W sobotę po rozpakowaniu kina domowego wynieśliśmy kartony na strych i od razu zrobiliśmy tam mały porządek. Na śmietniku wylądowały więc dwie stare poduszki i kołdra. Pod wieczór jedna z poduszek znajdujących się w śmietniku została rozerwana przez dzieci biegające po podwórku. Efekt był taki, że naraz zrobił się wspaniały klimat – wokoło naszego bloku i śmietnika zrobiło się biało… od latającego wszędzie puchu. Oczywiście nasi wspaniałomyślni sąsiedzi nie obarczyli za ten fakt winą owych dzieciaków ale Magdę i mnie, bo to w końcu my wyrzuciliśmy poduszki na śmietnik. Ehhh z tymi sąsiadami to coraz gorzej będzie, parę tygodni temu sąsiadka zwróciła mi uwagę, że jedna z koleżanek podczas naszej piątkowej imprezy, śmiała się zbyt głośno. Hmmm… szkoda, że owa sąsiadka nie pamięta jak kiedyś jej mąż trzaskał drzwiami i biegał nago po klatce schodowej. Generalnie sąsiedzi są strasznie zakłamani i ciągle szukają dziury w dupie.




2008.10.21 23:33:38 link

Październik bardzo bardzo wyjazdowy. W sumie od dawna tyle nie podróżowałem służbowo. Końcówkę miniony tygodnia spędziłem w Gdańsku, droga w jedną i drugą stronę dość bardzo męcząca. Na miejscu miał być nocleg w pałacu ale zamiast pałacu były czworaki :) ale mimo to było OK. Audyt QSB przebiegł bez żadnych problemów, a piwko w gdańskiej Brovarni smakowało wyśmienicie. Żałuje tylko, że z racji bycia szoferem, dane mi było wypić tylko jedno małe. Wiem wiem to jakoś takie nie męskie ale nie było innej opcji.
Skoro już tak o pracy to klimat nadal jakiś dziwny. Trochę mnie już irytuje to status quo, niby tak jak z Euro 2012, zabiorą nam czy nie zabiorą, tak samo jakaś dziwna ciuciubabka z GM – splajtujemy czy też nie. Dziś czytałem newsa o fuzji z Chryslerem, nie jestem jakimś analitykiem finansowym ale z punktu widzenia szarego człowieka pomysł fuzji jest moim zdaniem do bani. To tak jakby dwójka bezdomnych zgadała się razem aby spać pod jednym kartonem – bo niby wtedy cieplej i raźniej w biedzie we dwoje.
Żona osiągnęła kolejny stopień wtajemniczenia małżeńskiego. Dziś najpierw zostałem poproszony o pomoc, jak chciałem pomóc to zostałem zbesztany ;) Chyba za mało piję bo jakoś nie czaję klimatu, teraz już chyba wiem, że to co mówili koledzy z LO to prawda – jakoś mało wyluzowany jestem ;)

Zmieniając temat – w sobotę była imprezka poprawinowa. Przyszli znajomi, 3 flaszki pękły, było fajnie. Podjęta została tematyka sylwestrowa, niestety chyba lekko z pewnym opóźnieniem bo ciężko znaleźć domek w górach dla 10-ciu osób… w tym kraju to termin trzeba sobie klepnąć już w czerwcu pewnie… żenada do kwadratu.




2008.10.13 21:40:05 link

Jesiennie się zrobiło za oknem. Czekam na przesunięcie zegarków ponieważ teraz gdy się budzę to jeszcze ciemno jest za oknem.
Ostatnio trochę martwi mnie kryzys finansowy, zgodnie z tym co mówią w mediach najbardziej kryzys w Polsce odczuwany jest w branży motoryzacyjnej, a nie ma co ukrywać ale Generalne Motory nie mają się zbyt dobrze. W przeciągu ostatnich 12-stu miesięcy akcje GM spadły na wartości o 70%. Fabryka w Gliwicach ma przymusowy przestój, w całym październiku zaplanowano chyba zaledwie 8-siem dni produkcyjnych. Oczywiście sytuacja ta ma swój plus, poza zakładem w Gliwicach przerwę produkcyjną mają też inne planty GM w Europie, w związku z czym ilość wystawianych reklamacji na dostawców drastycznie zmalała. Niestety mimo braku reklamacji, obecny tydzień oraz dwa kolejne upłyną pod znakiem podróży służbowych. W tym tygodniu Gdańsk, następny tydzień Legnica, Chełmek, Świdnica, a w ostatnim tygodniu października czeka mnie wyprawa na drugi koniec Polski do Białegostoku.
Wracając jeszcze do kwestii złej sytuacji GM, odczuwam pewien niepokój jeśli chodzi o moje stanowisko pracy. Oczywiście wizja grupowych zwolnień jest raczej mało prawdopodobna ale nigdy nie mogę w 100% wykluczyć takiego rozwoju wydarzeń. Od managementu oczekuję jakiejś transparentności, ale wydaje mi się, że management zachowa się jak na Titanicu. Statek będzie tonął, a orkiestra będzie zmuszona by dać więcej czadu i grać do samego końca.

Małżonka z dnia na dzień coraz bardziej nerwowa. Chyba po prostu dawno nigdzie nie wyjeżdżałem i żonka musi odpocząć sobie ode mnie przez parę dni. Chyba dobrze, że od pewnego czasu jestem bardziej opanowany ;)

Kto psa chce uderzyć ten kij zawsze znajdzie.




2008.10.01 23:15:25 link

I już po ślubie, tym razem po drugim ślubie. Dla sprostowania napiszę iż w drugim ślubie uczestniczyła aktywnie pierwsza żona, która obecnie stała się moją drugą żoną ;)
Generalnie drugi ślub był lepszy niżeli pierwszy. Lepsza pogoda, lepsza impreza, więcej gości, lepsza zabawa, więcej alkoholu, podsumowując same plus. Żona zadowolona, w sumie wszystko wyszło tak jak wyjść miało. Teraz po ślubie też jakoś tak lepiej, tak inaczej, chociaż w momencie gdy organizacja naszego ślubu wchodziła w decydującą fazę żonka była lekko irytująca. Było sporo krzyku i niepotrzebnych nerwów. Za wszelką cenę starałem się więc utrzymywać dystans i spokój by niepotrzebnie nie wdawać się w niepotrzebne utarczki słowne.
Momentami zamiast być pozytywnie i łagodnie nastawionym byłem lekko przerażony i zniechęcony ale w kulminacyjnej chwili i tak wszystko było super, więc trochę niepotrzebnie się martwiłem.

Przed naszym eventem pogoda za oknem się popsuła, ale tak to już jest, nastał taki jesienny klimat, który chyba też wywarł wpływ na żonę na parę dni przed ślubem. Dodatkowo jeszcze byliśmy z żonką lekko przeziębieni…

Dwa tygodnie temu w weekend w Gliwicach były Dni Dziedzictwa Kulturowego przez co trochę się odchamiłem :) Byłem w odnowionym muzeum oraz poszedłem na wykład mojego kolegi z pracy, poświęcony browarowi Hugo Scobla, który istniał w Gliwicach do 1945 r.

W pracy nawet spokój, chociaż w październiku czeka mnie sporo wyjazdów, ale to głównie dlatego, że praktycznie cały wrzesień z wyjątkiem wycieczki do Luton, spędziłem w Gliwicach. Głównie czekają mnie wypady na północ Polski, ale też kroi się kilka lokalnych wycieczek w okolicy Dolnego Śląska.

Przed ślubem byłem jakoś totalnie wyczerpany, żałuje że ludzie nie mają możliwości zapadnięcia w sen zimowy, ale po ślubie dwa dni urlopu pozytywnie na mnie wpłynęły.




2008.09.16 20:37:56 link

Jesienny wrzesień czyli raczej wszystkiego się odechciewa. W biurze na szczęście już ciepło, z ogłoszenia przyklejonego na klatce schodowej wynika, że od jutra powinno też być ciepło w domku.

Dziś w pracy urodziny, czyli General Motors wkracza w drugie stulecie istnienia firmy. Przygotowania już od dłuższego czasu, GMnext.com i te sprawy ale urodziny odbyły się bez pompy. Eurest na obiad zaoferował jedynie potrawy kuchni amerykańskiej czyli hamburgery, popcorn i pepsi. Nic poza tym, zresztą to co się dziwić GMowi też niedźwiedź grasujący po giełdzie, spogląda prosto w oczy.

Z serii żona mnie opierniczyła: żonka coś lekko rozdrażniona chodzi, nie wiem sam czemu, może za dużo na głowie, może dobija ją pogoda, a może po prostu nie radzi sobie ze stresem, tak czy inaczej mam ostatnie miłe powitania po powrocie z pracy. Dziś na przykład głównym powodem do narzekań było auto które po pracy odstawiłem do garażu (odległego o 100 m. od domu) zamiast pod przysłowiowe okno ;)




2008.09.15 22:39:26 link

Z serii dzień w pracy.
Siedzę sobie koło kolegii Sebastiana, który to jest przezabawnym gościem. Poprostu nie sposób przy nim się nudzić. Dialogi, które prowadzimy są często skupione na bardzo życiowych i poważnych tematach: kobiety, rodzina, dzieci, przyszłość, finanse, automotive, itp. Często też komentujemy różnego rodzaju sytuacje dziejące się w biurze w okół nas.

Dziś na przykład przychodzi do nas kolega K. z działu jakości. Przychodzi i widzę, że chce coś wrzucić na garba naszej koleżance. Pytam więć Sebastiana, który siedzi obok dość głośno tak aby kolega K. usłyszał

Ja: Seba, powiedz mi jak to jest, że zawsze koledzy z jakości przychodzą do nas wrzucić nam coś na garba?
S: no nie wiem, takie życie...
Ja: Ty, no ale ja nigdy do nich po nic nie chodzę.
S: ja też nie, a szczególnie do K. to już po nic bym nie poszedł...

:)

Nie wiem czy przez pogodę czy co ale dziś w biurze sporo much latało.

S: Ku...a jak mnie dziś irytują te muchy.
Ja: spokojnie niech siądzie to ją ubije

mucha siadła, wziałem plik kartek z wydrukowanymi reklamacjami, jeden strzał i mucha nie żyje.

Ja: No i dostała z PRRa.
S: to będzie spokój.

3 minuty później:

Ja: Ty Seba, patrz kolejna jakaś lata...
S: ojj powiem Ci to dość niepokojące zjawisko, należy się zastanowić skąd one się tu biorą w takiej ilości...
Ja: eee Seba, popatrz na to z innej strony, należy się cieszyć... przynajmniej one na nas lecą

:)

I to tak generalnie chyba tyle z pozytywnych aspektów dnia dzisiejszego. Pogoda za oknem zrobiła się już typowo jesienna i nieźle mnie dobija. Żona strestuje się wszystkim tym co tylko możliwe począwszy od złej pogody za oknem, po rozmowę kwalifikacyjną skończywszy, jednym słowem nuda panie.

Muszę sobie jakieś zadania wyszukać. Ostatnio tylko praca dom, praca dom. Brak mi jakiegoś hobby, sportu czy czegoś w ten deseń. Masakra, jest mi źle, o!




2008.09.08 23:39:50 link

Wrzesień rozpoczął się bardzo intensywnie. Co prawda nie od pójścia do szkoły bo na to, to ja już jestem za stary, ale rozpocząłem miesiąc od podróży do Anglii. Podróż dziwnymi liniami lotniczymi (czyt. WizzAir) raczej do komfortowych nie należała. Na miejscu przywitała nas typowa angielska pogoda. Potem przede mną stało wyzwanie w postaci jazdy samochodem z dziwną kierownicą nie w tym miejscu co trzeba. Cudem udało się uniknąć zderzeń czołowych dzięki ekipie dwóch pilotów, którzy jeździli ze mną. Jazda lewą stroną generuje sporo problemów, biegi zmienia się lewą ręką, więc parę razy o mało nie otwarłem prawych drzwi. W samochodzie z kierownicą po prawej stronie wszystko jest tak samo jak w aucie LHD, w sensie kierownica, przełączniki kierunkowskazu i wycieraczek oraz medaliera jest taka sama. Jeżdżąc angielskim samochodem nie miałem w ogóle wyczucia czy na drodze się zmieszczę czy nie. Nie umiałem absolutnie korzystać ze środkowego i lewego lusterka. Zmiana biegów na rondzie i równoczesne włączanie kierunkowskazu generowało spore problemy.
Tak czy inaczej szkolenie w UK zaliczyłem, samochodem się nie zabiłem, dziwnym jedzeniem się nie zatrułem. Jeśli chodzi o jedzenie to chyba najgorzej było ze śniadaniami, plusem była wizyta w Londynie oraz w Onley. Podczas eksploracji Londynu pogoda dopisała, podczas wizyty w Onley już trochę mniej.
Z Anglii wróciłem w czwartek, w piątek rano do pracy, a potem wypad integracyjny do Żabnicy wraz ze znajomymi z pracy. Tutaj pogoda dopisała i to bardzo, były ogniska, były wycieczki na szlaku (15 km) i na samym końcu była wizyta w muzeum browaru w Żywcu.
Teraz nowy tydzień i nowe obowiązki no i przygotowania :)




2008.08.29 00:04:26 link

Tydzień bardzo aktywny, można by powiedzieć z czystym sumieniem za bardzo aktywny. Przygotowania do ślubu, jakieś zakupy, jakieś otwarte sprawy, w zasadzie dużo otwartych spraw. Do tego jeszcze nadmiar różnego rodzaju rzeczy w pracy, bo tak to jest jak się ma prawie samych dostawców dostarczających części safety. Jak nie działa jakiś pas, problem z airbagiem to nie ma zmiłuj się, że coś jutro, musi być immediately i tyle. Ciągnę więc sprawę dostawcy pasów, który postanowił dać znowu ciała, koledzy z Częstochowy gdzie pewna korporacja ma dwa różne zakłady produkujące dwa różne rodzaje produktów też postanowili dać ciała w tym samym czasie. Czyli 3 case’y z częściami safety, do tego walczę non-stop z otwartymi sprawami PPAPowymi swoich dwóch innych dostawców, do tego jeszcze dwa audyty QSB. Dobrze, że jutro już piątek bo czuje się jakby mnie pociąg potrącił. Nie wiem jak długo jeszcze to pociągnę wszystko bo mój silnik coś chyba moc traci z tygodnia na tydzień.
Moja podróż do Luton z racji cost saving actions stała pod znakiem zapytania, ale dziś się dowiedziałem finalnie, że lecę. Jutro muszę sobie załatwić samolot. Najgorsze jest to, że będąc w UK będę zobligowany by przemieszczać się dziwnym samochodem, który ma kierownicę po prawej stronie. Mam nadzieję, że uda mi się wrócić z UK w jednym kawałku ;)

Dziś miałem emergency action z ząbkiem, ale na szczęście Ania mnie poratowała jak zwykle. Gdyby fast response dostawców był tak jak u Ani to miałbym istną sielankę w pracy ;)

Mama zwróciła mi uwagę, że prowadzę bardzo siedzący tryb życia. Generalnie to dom – auto – praca – auto – audyt – auto – praca – auto – dom – auto – zakupy – auto – dom i tak w kółko z małymi różnicami. Brakuje mi sportu, brakuje mi spacerów. Jak miałem psa to w zasadzie codziennie spacerowałem przynajmniej z pół godziny. Zastanawiam się teraz czy obecnie w ciągu całego dnia przechodzę tyle co rok temu w czasie jednego spaceru z czworonożnym przyjacielem... Jakoś muszę bardziej zadbać o siebie i zacząć uprawiać jakiś sport. Myślałem sobie aby reaktywować karate kyokushin ale niestety jakoś tak mam dziwne przeczucie, że czasowo nie bardzo dam radę. Czasami są audyty, czasem trzeba dłużej w pracy posiedzieć, a bez sensu jest płacić za treningi i na nie nie uczęszczać. Pozostaję mi więc jakiś basen czy bieganie, w końcu to można robić zawsze kiedy się tylko chce.
Wracając więc do tematów spacerów, uwielbiam spacerować, podczas spaceruje ładuje akumulatory jakąś taką pozytywną energią. Innymi słowy na spacerze odpoczywam, poza tym lubię i potrzebuje czasami być sam ze sobą. Na spacerze pod koniec dnia pełnego natłoku różnego rodzaju spraw i zdarzeń, mam czas dla siebie. Dziś na przykład stwierdziłem że z tygodnia na tydzień coraz bardziej poznaję moją żonę. Uzmysłowiłem sobie, że żona ma pewnego rodzaju proces odreagowywania zdarzeń nieprzyjemnych i kłopotliwych. Co za tym idzie, jakąkolwiek kłótnie z osobami trzecimi, żona odreagowywuje na mojej osobie. Dobrze, że ja tak nie mam, bo jakbym miał w domu odreagowywać te wszystkie problemy z pracy to byłoby hadrcorowo :)




2008.08.25 22:40:53 link

Wakacje bardzo szybko minęły. Nawet nie wiem kiedy, a tu proszę sierpień się już kończy. W sumie działo się sporo rzeczy, wypad nad morze, wizyta w Poznaniu, trochę podróży służbowych. Ledwo wróciłem z Poznania, a już musiałem jechać do Wyszkowa.
Poznań oczywiście super. Pogoda niestety nie dopisała tak jak przed rokiem, ale było ciekawie. Poznań to naprawdę super miasto.

Jeszcze w tym tygodniu czekają mnie dwie podróże służbowe, dobre jedynie to, że obydwie w okolicy śląska. Za tydzień wyjazd na szkolenie do Luton, a następnie weekend integracyjny w Żabnicy.

Sporo się ostatnio dzieje i jakoś tak nie mam zbyt wiele czasu. Powinienem jechać do dentysty aby skończyć leczenie kanałowe zęba ale jakoś totalnie nie umiem tego zaplanować. Poza tym chcę zrobić kompleksowe badania krwi bo jakoś tak ostatnimi czasy szybko się męczę.




2008.08.13 23:16:56 link

Dzień w pracy jakiś antykoncepcyjny. Z racji shutdown’u ilość tematów do rozwiązania drastycznie się obniżyła, ale od następnego tygodnia znowu wszystko wróci do normy, gdyż od następnej środy koniec shutdown’u. Jutro urlop i wyjazd do Poznania, powrót w poniedziałek, we wtorek wyprawa do Wyszkowa, w środę audyt QSB, następnie w czwartek powrót do Gliwic, potem tylko piątek i znowu weekend ;) Czas leci jak zwykle bardzo szybko, a z nim też szybko mija lato, jakby na to nie patrzeć dni już coraz to krótsze i za niedługo przywita nas jesień.

Ostatnio często pojawia się w pracy komentarz dotyczący przeszłości. To znaczy, że fajnie byłoby mięć o jakieś 10 lat mniej, ten rozum, możliwości i pieniądze co teraz. No i tak sobie w pracy gdybamy. Dzisiaj doszedłem do wniosku, że moi koledzy są fenomenalni, nasze rozmowy przeskakują z tematu na temat. Zaczynamy o pogodzie kończymy o samochodach. Zaczynamy o wakacjach kończymy o gotowaniu, itp. :)

Ale tak naprawdę to gdyby się tak głęboko zastanowić to gdybym miał o parę lat mniej niż teraz, i ten rozum i możliwości co teraz to na pewno niektóre sprawy rozwiązałbym w inny sposób. Dopiero po jakimś czasie człowiek zdaje sobie sprawę z błędnych i nie do końca przemyślanych decyzji podjęty w przeszłości. Chociaż jak to mówi mój kolega, czy warto sobie zaprzątać głowę takim gdybaniem z którego i tak przecież nic nie wynika, prócz co najwyżej jakiś lessons learned które to zawsze są pożądane. Więc warto wykorzystać owe lessons learned i spojrzeć w przyszłość z dużym optymizmem i motywacją do działania. Wszystko jeszcze przed nami przecież, a życie zaskakuje nas niemal każdego dnia.




2008.08.12 23:27:17 link

Plany na najbliższy weekend już zrobione. Wybieramy się z małżonką do Poznania. Mam nadzieję, że pogoda dopisze i że weekend będzie udany. Przyda mi się kilka dni dodatkowego odpoczynku gdyż ostatnie dni dziwnie wzbudziły we mnie jakieś dziwne emocje. W pracy trochę dziwna sytuacja, nie chodzi o jakieś tam moje obowiązki ale o ogólną sytuację generalnych motorów. Decyzje podejmowane przez tak zwany menejdżment są dla mnie głupie do kwadratu. GM Europe przynosi zyski, jako Polski region mamy lepsze wyniki niżeli w miniony roku, menejdżment oczekuje jeszcze lepszych wyników w roku obecny, ale rzuca kłody pod nogi i w ramach cost saving’u odbiera niektóre narzędzia służące codziennej pracy. Takie zachowania są dla mnie nie do zrozumienia. Jakoś dziwnie się z tym czuje, trzy i pół roku pracuje już w generalnych motorach i wydaje mi się, że z każdym miesiącem korporacja robi krok w tył zamiast robić krok naprzód. Zanim ulepszać niektóre procedury stają się one coraz bardziej skomplikowane i zagmatwane. Zamiast upraszczać sprawy, menejdżment za wszelką cenę stara się je chyba skomplikować.

Życie z żoną czasami jest bardzo zabawne i doprowadza do przeróżnych dziwnych sytuacji. Pamiętam jak kilka lat temu bardzo popularny był blog http://zona-mnie-opierniczyla.blog.pl. Obecnie autor reaktywował publikowanie wpisów ale chyba blog nie jest już tak popularny jak kiedyś. Zastanawiam się więc czy może nie stworzyć na blogu jakiegoś małego działu poświęconego mej kochanej małżonce, która lubi mnie czasami także opierniczać :) Oczywiście robi to zapewne z miłości, tak czy inaczej robi to w takim stylu, że chwilowa złość/rozgoryczenie mija po paru chwilach (czasem dłuższych czasem krótszych) bo przecież nikt nie opierniczy mnie tak słodko jak moja małżonka :)